Żeglując z Dominiki na Barbudę, niedaleko Antigua – nagle kołowrotek zarzuconej wędki zaczął szybko tyrkotać… Krisu słyszy taki dźwięk nawet w najgłębszym śnie, a więc akcja rozpoczęła się bardzo szybko…
Staś poleciał po młotek, sitko i hak przygotowane, foka zrolowaliśmy żeby zmniejszyć prędkość i czekamy… wędka w rękach naszego Robinsona Crusoe… ryba walczy!
Po 15 min walki widzimy, że coś dużego wyskakuje ponad powierzchnię wody i cieszymy się! Ależ to będzie duża ryba!!!
Po 30 min walki ryba w końcu męczy się i wychodzi na powierzchnię tuż przy burcie naszego jachtu…
Okazuje się naszym oczom rekin! Złowiliśmy rekina!!! Ależ to był szok! Pierwszy raz w życiu złowiliśmy rekina!
Wg encyklopedii – był to żarłacz karaibski… Tak nam się wydaje… miał ponad 1,5m długości.. to na pewno… i… Wypuściliśmy go…
Mięso rekina ponoć nie jest zbyt dobre, a łowi się je głownie ze względu na płetwy, skórę i olej z wątroby… Poza tym mity i legendy o rekinach krążą i w żeglarskim świecie, wiec nawet odcięcie żyłki tuż przy jego zębiskach było niezapomnianym przeżyciem… Szkoda przynęty… no cóż… na nią wcześniej złowiliśmy mahi – mahi i barakudę, no ale cóż…
Tego połowu na pewno nikt z nas nie zapomni!
A był to dzień 02.02.2020…
0 Komentarzy